,,W życiu nie chodzi o cel, lecz o samą podróż…” – Rozmowa z Kasią Sowińską

W gronie zmanierowanych gwiazd, mimo światowej kariery pozostała sobą. Skrupulatnie tworzyła ścieżkę sukcesu, która doprowadziła ją do momentu, w którym jest teraz. Mówi się, że za każdy sukcesem stoi człowiek. Kasia swój sukces zawdzięcza wyłącznie sobie i sprzyjającemu losowi, bo historia jaką ma do opowiedzenia jest niesamowita. Przez wielu niesłuchana, doceniana tam, gdzie nie sposób dolecieć w ciągu kilku godzin samolotem, z dala od Polski. Pod niezwykle filigranową sylwetką skrywa ogniste serce bijące w rytmie Bossa nova. Zapraszam do wyjątkowej rozmowy z najbardziej inspirującą kobietą jaką miałam przyjemność ostatnio poznać.

COFNIJMY SIĘ W PRZESZŁOŚĆ, DO RODZINNEGO DOMU W WAŁBRZYCHU.
O CZYM MARZY KILKULETNIA JESZCE KASIA SOWIŃSKA?

K.S: Mała Kasia to przede wszystkim wstydzioch. Osoba szalenie nieśmiała, wstydliwa… Zawsze wstydziłam się występować podczas uroczystości pianistycznych. Wstydziłam się występować przed klasą. To wiązało się z nieprzespanymi nocami, wszystko odbierałam personalnie, bardzo przeżywałam. Z nerwów bardzo się jąkałam, byłam niepewna. Ale do dnia dzisiejszego pozostało z tamtej Kasi bardzo dużo. Na pewno wrażliwość, to, że nadal wszystko bardzo przeżywam mimo dystansu do rzeczywistości w jakiej żyję, do ludzi. Natomiast tamta Kasia zawsze uważała, że są od niej lepsi, że nie ma szczególnego talentu. Te wszystkie rzeczy, które stawiałam sobie za cel były okupione ciężką pracą, żeby poczuć, że udało się! Zrobiłam krok do przodu, zapracowałam na mały sukces. I tak sukces za sukcesem, plan za planem, marzenie za marzeniem, spełniam je do tej pory.

 

DZIŚ TWOJE DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE Z POWODZENIEM ZAJĘŁOBY KILKA STRON MASZYNOPISU. BYŁO PIANINO, JAZDA KONNO, MODELING, DZIENNIKARSTWO, AKTORSTWO. POJAWIŁA SIĘ TEŻ PRACA W MTV. CZY ZDAWAŁAŚ SOBIE SPRAWĘ JAKIE TEN ETAP OTWORZY DRZWI TAMTEJ KASI, DO DZISIEJSZEJ NIEZWYKŁEJ RZECZYWISTOŚCI?

K.S: Przypadkowy casting, zupełnie nieplanowana praca w mediach. Oczywiście zawsze podobała mi się telewizja, MTV, stacja którą oglądałam w swoim pokoju w Wałbrzychu. Pamiętam jak z ekscytacją cieszyłam się, że mam własny telewizor, bycie częścią tego co oglądam to mi się w głowie nie mieściło < śmiech >
Nawet nie pomyślałam, że stanę kiedyś po drugiej stronie tego ekranu i będę prowadzić taki program. Na pewno była to niezwykła sytuacja w moim życiu, gdy poszłam na casting do MTV i spośród kilkunastu tysięcy w Polsce, gdzie castingi trwały od Gdańska, Krakowa, Poznania, po Warszawę, poszłam na casting i spośród tak licznej grupy osób trafiłam do finału, a w rezultacie podpisałam kontrakt ze stacją muzyczną na kilka lat. Ale w bardzo krótkim czasie zdałam sobie sprawę, że to nie koniec. To nie rola prezentera będzie tą moją właściwą drogą. Wszystko zmieniło się gdy poznałam Roberta Mazurkiewicza, mojego pierwszego agenta i managera, który się mną zajął i to on zaczął wysyłać mnie na castingi do projektów filmowych i seriali. To dzięki niemu trafiłam na casting do ,,Kryminalnych”, który wygrałam, potem wygrałam casting do serialu ,,Brzydula”, potem do kolejnych projektów jak ,,Tylko miłość” ; ,,Ryś” ; ,,Samo życie”. Za sprawą czasu na planie, wśród aktorów pokochałam aktorską grę, bycie na planie, naukę, obcowanie z absolwentami szkoły filmowej, zazdrościłam im tak szczerze, głęboko z serca. Ja też tak chciałam… Ale na tę szkołę było już za późno. Kiedy inni studiowali, ja chciałam pracować. Wtedy był to modeling. Obiecałam sobie wtedy, że jak tylko nastąpi w moim życiu taki moment, luka, w której będę mogła pójść do szkoły aktorskiej, chociażby na warsztat, na chwilę, to to zrobię. I taki moment przyszedł gdy miałam 29 lat. Skończył się kontrakt z MTV, skończyła się rola w serialu ,,Samo życie”. Spakowałam walizkę, sprzedałam mieszkanie w Wałbrzychu, sprzedałam samochód, wyjechałam do Los Angeles nie znając tam nikogo i zaczęła się moja zupełnie nowa droga.

POZNAŁAŚ WIELKI ŚWIAT ALE TEŻ DOŚWIADCZYŁAŚ WIELKIEJ BRUTALNOŚCI MEDIÓW. CZY SHOWBIZNES JEST BEZLITOSNY?

K.S: Potrafi być bardzo bezlitosny. Potrafi dać ci bardzo dużo, potrafi spełnić twoje marzenia ale potrafi też być bezlitosny wobec krytyki, oceny i na to już nie mamy wpływu. Jest to część naszej pracy, zawodu, który wykonujemy. Taka już jego struktura.

ZMIENIŁ CIEBIE?

K.S: Na pewno umocnił. Na pewno dzisiaj wiem gdzie stoję w swoim życiu, kim jestem, znam swoje miejsce w szeregu, znam jego plusy i minusy. Dziś nie muszę już nikomu niczego udowadniać. Ja już umocniłam się w realizacji swoich planów i marzeń, wiem gdzie są. Showbiznes na pewno mi w tym pomógł. Dziś opinia innych nie ma znaczenia. Nie muszę przeglądać się w czyiś oczach. Wiem, że nikt już nie wpłynie na moje samopoczucie względem tego czy ja jestem dobra, czy nie, czy moje doświadczenie było sukcesem, czy porażką. Opinia ludzi dziś już nie ma znaczenia. Bo ważne jest czy to MI spełnia coś radość. Czy to JA jestem zadowolona zamykając oczy po ciężkiej pracy. To jest klucz do wszystkiego. Czy JA SAMA jestem z siebie dumna. A jestem…

JAK WSPOMINASZ SWOJE POCZĄTKI ŻYCIA W NOWYM MIEJSCU?

K.S: Znakomicie. Ponownie poczułam się studentką, ponownie poczułam, że nikt mnie tam nie zna. Nikt mnie nie kojarzy. Nikt nie zna mojej historii i mogę od nowa zacząć i zapełnić czystą kartkę mieszkając tam. Wspaniałe początki choć oczywiście niewiadoma. Wielki znak zapytania, zaczynałam jakby od zera. Zaczęłam więc zapełniać tę kartkę. Wynajęłam mieszkanie, samochód, na nowo musiałam zbudować swoją przestrzeń, zbudować swoje życie. Ale zaskakująco fajne było to, że mogłam pójść do szkoły aktorskiej, spełnić swoje marzenie i wreszcie poznać aktorów z całego świata, którzy przyjechali tak jak ja mając swoją pasję, swoją karierę w innym kraju, przyjechali do Los Angeles rozszerzać swoje umiejętności, w tym przypadku aktorskie. Miał to być dwumiesięczny kurs aktorski, a skończyło się na dwuletniej szkole.

.JAKA TO BYŁA SZKOŁA?

K.S: Howard Fine Acting Studio i Maggie Howard Studio. To była niezwykła przygoda! Trwała aż dwa niespodziewane dla mnie lata i przede wszystkim to była nauka o sobie. Walka z demonami, walka ze swoimi słabościami, walka ze schematami, przeciwnościami, z którymi walczyłam. Musiałam się z nimi zmierzyć, w klasie, przed innymi. Ale wiesz, to było cudowne. Przede wszystkim mam tu na myśli podejście nauczycieli do tego, że to co robimy, co chcemy robić lepiej to nie tylko praca na scenie, czy na deskach teatru, ale także praca przed kamerą, przygotowywanie się do castingu. I to było absolutnie wspaniałe doświadczenie.
Te dwa lata minęły jak za pstryknięciem palca i afirmowałam, modliłam się jak bardzo chciałam zostać w Los Angeles. Myślałam sobie ,,jak… jak to wszystko skończyć, to już do domu?! Muszę wracać?!” Przyszedł ten czas gdy coś się kończy. Kończyły się pieniądze, oszczędności, a co za tym idzie możliwość bycia, życia tam i normalnego funkcjonowania. Po dwóch latach spakowałam walizki i miałam już wracać do Polski, a tu nagle……

…………..”BESAME MUCHO”

K.S: Dokładnie tak.

ZMIENIŁO TWOJE ŻYCIE?

K.S: Zdecydowanie zmieniło moje życie. Nagranie tej piosenki to był prezent na 75-e urodziny mojej babci, jako swego rodzaju ,,prezent od dziadzia” z góry, który odszedł. Był muzykiem, saksofonistą, był akordeonistą, zawsze grał ,,besamefke” czyli ,,Besame” dla babci i dla nas w domu i to też ma niezwykłą spójność z moim spotkaniem z Cesarią Evorą, która występowała w warszawskiej sali kongresowej, która śpiewała ,,Besame Mucho”. Miałam okazję ją poznać i ona też na swój sposób była inspiracją do nagrania tego utworu. Więc nagrałam Besame jako coverowy utwór. Wysłałam go babci, pełne wzruszenie…. Umieściłam na YouTubie i tak naprawdę….. Na tym koniec historii! <śmiech>

Ale historia miała sama swoją kontynuację po dwóch, trzech tygodniach. Jak tam znowu zajrzałam i dostawałam telefony z Polski od moich przyjaciół, którzy mówili -,,Ale Kacha! Besame Mucho ma już ponad sto tysięcy odsłon w ciągu dwóch tygodni!” a ja –,,nie, nie, nie, pomyliłaś się…. Może tysiąc odsłon!” -,,Nie, sto tysięcy!” -,,na pewno to niemożliwe” -,,Nie! Liczyliśmy, ma już 127 tysięcy odsłon!”
Byłam zaskoczona. Naprawdę nie sądziłam, że tyle osób ten utwór zobaczyło. Jakiś niewiarygodny przypadek po prostu. Wtedy Luis Miguel, latynoamerykański wokalista, który jest z Mexico, urodzony w Puerto Rico, odkryty przez Franca Sinatre, świętował swoje trzydziestolecie pracy artystycznej, znalazł moje ,,Besame Mucho” przypadkowo w Internecie. Jego manager napisał do mnie maila, w moje urodziny! 22 lipca, że Luisa zaintrygowała barwa mojego głosu. Zapytał czy możemy się zobaczyć i gdzie jestem na świecie. To był czas gdy byłam w LA ostatnie trzy dni.
Bilet był na środę, mail był w niedzielę, w poniedziałek trwały ustalenia gdzie to spotkanie miałoby się odbyć, a we wtorek spotkaliśmy się wszyscy razem z całym jego gangiem. Do samego spotkania doszło w niezwykłym miejscu, bo w lobby popularnego The Beverly Hills Hotel, w Beverly Hills i trwało zaledwie godzinę. Zadał szybkie pytania – Czy to jest moje wykonanie? –Odpowiedziałam, że tak. –A czy jesteś wokalistką? Odpowiedziałam, że nie, co wprawiło go w zdumienie. Wyjaśniłam swoje zajęcia odbiegające od wokalu. Aktorka, prezenterka, ale nie wokalistka, a nagranie było spontanicznym prezentem dla mojej babci.
Był wzruszony historią. Zapytał ile zajęło mi nagranie jednego utworu? – powiedziałam, że jeden, może dwa wieczory. Nauczyłam się go fonetycznie, nie mówię w języku hiszpańskim. – A ile zajęłoby Ci nauczenie się 30/40 utworów?
Miałam pięć tygodni na naukę całego materiału. Nauczyłam się 40 utworów w języku hiszpańskim, języku, którego nie znam. FONETYCZNIE. Pierwszy koncert zagrałam dla stu tysięcy osób, w Los Angeles, był to koncert charytatywny, na który przyszły wszystkie gwiazdy. Potem był drugi, trzeci, kolejny. Razem 240 koncertów w Caesars Palace w Las Vegas, na słynnej scenie Celine Dion. Zagraliśmy około 75 koncertów w sezonie. Nasz sezon trwał od września do końca marca. W tym czasie moje życie toczyło się w samolocie, w autokarze, na walizkach, na scenie, gdzie łącznie spędziłam trzy lata. Byłam jedyną jego wokalistką na scenie, bo zazwyczaj miał trzy wokalistki. Tym razem jednak byłam jedyną osobą. Wyobraź sobie presje jaka na mnie ciążyła, co się stanie jak stracę głos? Było to jednak olbrzymie doświadczenie.

KTÓRY KONCERT PAMIĘTASZ SZCZEGÓLNIE?

K.S: Kiedyś Luis Miguel występował w San Remo, wiele lat temu. Świętowaliśmy 30 lat pracy, jego jubileusz. Niezwykłe występy. Wtedy dwa koncerty zapamiętałam szczegółowo.

<W oczach Kasi widać wyraźne wzruszenie>

Pierwszy z nich kiedy mój tato siedział w pierwszym rzędzie i nie mogłam opanować łez wiedząc, że przyjechał z Wałbrzycha do mnie <śmiech>

Drugi zaś był to koncert świętej pamięci Prince’a, który zagraliśmy w Curacao, ,,North Sea Jezz Festiwal”. Tam na jednej scenie zagraliśmy koncert z Marc Anthony, Dianą Ross, Erykah Badu i z Prince’m. To było szczególne doświadczenie. Bo będąc tam, z tymi wokalistami, w jednej garderobie, nie mogłam uwierzyć w to, że tam w ogóle jestem. Ja Kasia z Wałbrzycha, która kiedyś bała się wyjść przed klasę w szkole muzycznej i cokolwiek powiedzieć.

Wiesz, wtedy pomyślałam sobie, że życie ma dla nas swój własny plan. Że naprawdę życie nas zaskakuje. W Miami odebraliśmy nawet Billboard Music Award za Najlepsza trasę koncertową Latynoskiego wokalisty.

…I ZRODZIŁA SIĘ W TOBIE NOWA PASJA

K.S: Tak, zrodziła się nowa pasja, miłość do muzyki na pewno. Ja kocham śpiewać w języku hiszpańskim. Uwielbiam śpiewać w języku portugalskim i dialekcie brazylijskim. To są moje rytmy, po prostu uwielbiam bossa nova music. Żałuję, że nie ma jej w Polsce. Znamy ją graną przez zagranicznych wykonawców, ale nie mamy polskich wokalistów. Chciałabym mieć możliwość aby wejść do studia i nagrać cały album w tym stylu.

POWIEDZIAŁAŚ W JEDNYM Z WYWIADÓW NIEZWYKLE BLISKIE MI ZDANIE:
,,W ŻYCIU NIE CHODZI O CEL, MEDAL. NIE CHODZI O TO BY STANĄĆ NA PODIUM. W ŻYCIU CHODZI O SAMĄ PODRÓŻ. UCZENIE SIĘ, POZNAWANIE SAMEGO SIEBIE. I TO TA PODRÓŻ JEST NAJPIĘKNIEJSZA”… WCIĄŻ JESTEŚ W PODRÓŻY?

K.S: Cały czas. Jestem w nieustającej podróży i myślę, że cała ta podróż będzie towarzyszyła mi do końca dni. Uważam, że nie raz mogłabym powiedzieć, że osiągnęłam swój wymarzony cel. Osiągnęłam upragniony sukces. On owszem, był wyjątkowy na daną porę mojego życia, ale dziś wspominam już tylko podróż. Bo w tej podróży są zdarzenia, sytuacje, są historie, przyjaźnie, partnerzy którzy byli w moim życiu i są szalenie ważni i to wszystko tworzy całość.

KAŻDA PODRÓŻ MA SWOJĄ OSTOJĘ. WYOBRAŹ SOBIE PROSZĘ MIEJSCE DO KTÓREGO POWRACASZ, KTÓRE DAJE CI ENERGIĘ, SPOKÓJ I BEZPIECZEŃSTWO. JAKIE MIEJSCE POJAWIA SIĘ W TWOICH MYŚLACH JAKO PIERWSZE?

K.S: Wałbrzych.

DOM RODZINNY?

K.S: Mhm <wzruszenie>

TĘSKNISZ CZĘSTO?

<cisza>

K.S: Jako tako za Wałbrzychem nie tęsknię, ale to jest jedyne miejsce na świecie, gdy jadę do domu, zasypiam w swoim łóżku, w którym się wychowałam, w swoim pokoju, który jest coraz mniejszy i czuję się jak Alicja w Krainie Czarów <śmiech>
Miejsce, w którym czuję swoje korzenie, swoją historię, czuję się tam bezpiecznie. Nigdzie na świecie nie śpię tak dobrze jak w łóżku swojego rodzinnego domu.

WRÓĆMY NA CHWILĘ DO TEGO SNU W LOS ANGELES. POWIEDZIAŁAŚ KIEDYŚ, ŻE TO MIASTO, KTÓRE MOŻE CI DUŻO ZAOFEROWAĆ, ALE MOŻE TEŻ DUŻO ODEBRAĆ. CO MIAŁAŚ NA MYŚLI?

K.S: Mam na myśli to, że to miasto skupia i zaprasza do siebie osoby z całego świata. Od Włoch, Wielkiej Brytanii, Francji, Polski, po Australię, Nową Zelandię, Kanadę. Ci wszyscy ludzie – muzycy, reżyserzy, scenarzyści, aktorzy… przyjeżdżają z wielką pasją. Chcą rozwijać się na światowym poziomie, biorąc udział w światowych castingach. Każdy z nich ma na swoim koncie mniejszy / większy sukces na terenie swojego kraju. Niektóre z tych osób są gwiazdami w swoim kraju, z pierwszych stron gazet. Przyjeżdżając do Los Angeles zaczynasz od zera. Twoje doświadczenie pracy w mediach nie ma w ogóle żadnego znaczenia. Oczywiście fajnie jak je masz, ale ich to nie interesuje, to nie ma żadnego wpływu. I nagle okazuje się, że spędzasz tam rok, dwa, trzy lata i stoisz pod ścianą, bo musisz od nowa zbudować swoje resume, swoje aktorskie demo. Doświadczenie z pewnością daje ci bezpieczeństwo w tym, że idąc na casting czujesz się pewniej, ale tak naprawdę uczysz się wszystkiego od zera. Wiele z moich koleżanek, kolegów, którzy mają rozbudowane kariery w ojczyźnie, pracuje tam w restauracji, barze, w sklepie, po to aby płacić rachunki, a w międzyczasie chodzić na castingi. I nagle okazuje się, że spędzają w LA 5 lat i to miasto niczego im nie oferuje. Przeciwnie – zabiera im tę świeżość, tę magię, tę pasję, tę energię! Byłam świadkiem tak wielu zdarzeń gdy osoby przybywające tu kwitnąco, wyjeżdżały zdruzgotane psychicznie. Nie chciały kontynuować kariery, bo miasto wyssało z nich esencję z jaką przyjechali. Nie każdy jest szczęściarzem. Nie każdy budzi się i dostaje rolę w filmie/serialu. Myślę, że na sto osób, może pięciu się udaje coś osiągnąć, coś zrobić w Los Angeles. Reszta wraca do domu lub zmienia zawód zostając w Los Angeles. Zakochuje się, zakłada rodzinę, przewartościowuje plany i myślenie, lub po prostu wraca do domu. Z wieloma osobami zastanawiam się co by było gdyby nie spędziły tu tych pięciu, dziesięciu lat. Co by było gdyby były w kraju w tym czasie. Pytanie czy to byłby czas stracony? No bo nie biorą w tym czasie udziału w żadnych projektach. Byli znani, cenieni, a nagle zniknęli. Ja zniknęłam na osiem lat. Zadajesz sobie więc pytanie czy to był produktywny czas? Co on wniósł w Twoje życie i co sprawiło że tak długo żyłaś w wytrwałości. Ja dziś mogę powiedzieć, że wytrwałość opłaciła się, bo ja zrobiłam lub miałam przyjemność doświadczyć rzeczy, które sprawiają, że wiem, że te lata były przepracowane, a nie zmarnowane. Że wiem, że z czymś wróciłam. Ale co mają powiedzieć o wiele zdolniejsi ode mnie koledzy, którzy wracają do domu – Kanady, Australii, Niemiec tak naprawdę poturbowani rzeczywistością. Zaledwie garstka wraca do domu z siłą i głodem walki o swoje marzenia. LA może dać Ci wszystko. Może dać Ci nagrodę w postaci filmu/serialu/muzyki. Z jednego dnia na drugi możesz być w światowym projekcie, u boku światowych gwiazd. Ale innym nie da nic. I nie ma tu znaczenia twój talent. Po prostu los się do ciebie nie uśmiechnął. Pytanie – Jeszcze? Trzeba być jeszcze bardziej cierpliwym? Jeszcze bardziej pracowitym? Dlatego Los Angeles potrafi być bardzo brutalne.

ZASMAKOWAŁAŚ RÓŻNEGO ŻYCIA. DOŚWIADCZEŃ SWOICH, ALE TEŻ ZNAJOMYCH JAK O TYM MÓWISZ. ZASMAKOWAŁAŚ TEŻ ,,WIELKIEGO ŚWIATA” PODCZAS KONCERTÓW, O KTÓRYCH NAM OPOWIEDZIAŁAŚ. CZYM KASIU JEST DLA CIEBIE SŁOWO PASJA? BO POZOSTAŁAŚ OSOBĄ PEŁNĄ PASJI. WE WSZYSTKIM CO MÓWISZ, CO ROBISZ, WIDAĆ TWOJĄ WIELKĄ UCZUCIOWOŚĆ. WZRUSZASZ SIĘ NAD NAJDROBNIEJSZYMI RZECZAMI, NAWET JAK TERAZ ROZMAWIAMY O WAŁBRZYCHU. JESTEŚ OSOBĄ PEŁNĄ PASJI, CZYM ONA JEST DLA CIEBIE W TEJ CHWILI?

K.S: Autentycznością. Pasja dla mnie to autentyczność czyli realizowanie i spełnianie samego siebie. Nie potrafiłabym chyba wypełniać żadnej rzeczy zawodowo, która nie jest moją pasją. Na pewnym etapie było pianino – to była moja pasja. Były konie – to była moja pasja. Była telewizja i aktorstwo – to była i wciąż jest moja pasja, jak również muzyka. Co kilka lat przychodzi do naszego życia coś, co nas fascynuje, napędza, uskrzydla.  Ja nie wyobrażam sobie siedzieć w biurze za biurkiem i klepać w komputer. Podziwiam osoby, które mają taką strukturę psychiczną i takie podejście. Cierpliwość bycia w jednym pomieszczeniu, pracując 10h na komputerze. Ja tylko i wyłącznie umiem i potrafię chyba realizować się, iść naprzód jeśli robię coś co mnie rozwija, raduje, coś co wiem, że mnie popycha w kierunku, w którym robię postępy. Myślę, że nie ma nic wspanialszego jak to, że wstaję rano i mówię że nie idę do pracy. Idę dziś spełniać swoje marzenia!

CO CĘ INSPIRUJE DO ZATRZYMANIA TAKIEGO POZYTYWNEGO NASTAWIENIA?

K.S: Na pewno inspirują mnie ludzie. Na pewno przyjaciele, którzy niejednokrotnie osiągnęli znaczenie więcej ode mnie. Na pewno inspirują mnie sytuacje z życia, które pokazały mi niejednokrotnie, że moje życie jest w moich rękach. Sama jestem decydentem tego w jakim kierunku pójdę. Nikt nie ma takiego wpływu jaki ja mam na swoje życie. Mogę je sobie kleić, mogę je lepić jak tylko chcę. Uważam, że bycie pracowitym, zdeterminowanym to podstawa. Ta waleczność serca. Nie poddawanie się. I zaprzyjaźnienie się z krytyką, która zawsze będzie. Natomiast życie niejednokrotnie pokazało mi, że w różnych decyzjach, na różnym etapie życia byłam nieprzygotowana, słabsza niż inni ale to nie znaczy, że najgorsza. Po prostu musiałam więcej pracy włożyć niż inni, którzy mieli naturalny talent, a z którym ja się nie urodziłam. Tylko pracowitością i zaangażowaniem mogłam na pewnym etapie po wielu latach im dorównać. Tylko ciężka praca…

….I SPEŁNIANIE MARZEŃ

K.S: TAK! Cały czas spełniam swoje marzenia! Kończy się jedno, zaczyna się drugie, kończy się drugie, jest kolejne. Jedno ciągnie za drugie. Ta lista jest bardzo długa i to jest moja siła napędowa. Po prostu wiem co chcę realizować i nie szufladkuje siebie. W Polsce jest taka strategia: Jesteś aktorem, nie możesz być wokalistą. Jesteś aktorem śpiewającym. Jesteś wokalistą, nie możesz być aktorem, bo będziesz artystą niewiarygodnym. Nie możesz być tancerzem i aktorem, bo zawsze będziesz tancerzem. Kołomyja! W Stanach musisz być aktorem, który jest tancerzem, jest wokalistą, jest baletnicą, ma nadzwyczajne umiejętności, zna karate, po prostu im więcej zdolności Twoich, tym więcej talentu, który może przyczynić się do tego, że będziesz bardziej atrakcyjna niż inni aktorzy. Masz o wiele więcej do zaoferowania, a to podnosi Twoją rangę. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni i doczekam tych czasów.

GDZIE WIDZISZ SIEBIE ZA 10 LAT? W KTÓREJ CZĘŚCI GLOBU? CZY ŁĄCZYSZ WSZYSTKIE DZIEDZINY, O KTÓRYCH WSPOMNIAŁAŚ CZY JEDNAK CHCESZ SIĘ UKIERUNKOWAĆ NA COŚ UNIKALNEGO?

K.S: Na płaszczyźnie prywatnej na pewno chciałabym mieć swoją rodzinę. Być mamą. Stworzyć swoją rodzinę – to jest podstawa. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. W sferze zawodowej to na pewno byłoby czymś wspaniałym móc się dalej uczyć i rozwijać aktorsko, na pewno chciałabym być dobrym lektorem i poświęcić się tej pracy ponieważ sprawia mi wielką radość i móc nagrywać muzykę, bo jest to jedyna forma, w której mogę wyrazić się emocjonalnie jako kobieta, jako człowiek.

MAMY 5 LIPCA 2017r., NA TYM ETAPIE ŻYCIA, W TYM MIEJSCU GDZIE JESTEŚMY TERAZ. CZEGO CI ŻYCZYĆ?

K.S: Determinacji i odwagi w realizacji szalonych pomysłów!

 

 

@Zdjęcia: Justyna Gostkiewicz